Kącik Poetycki


Leszek Musa Czachorowski

Były żołnierz zawodowy, dziennikarz, poeta. Jest autorem kilku tomików poetyckich, m. in. Nie-łagodna (Wrocław 1987), Ile trwam (Kłodzko 1988), Cłodny listopad (Wrocław 1990), Dotknij mnie (Wrocław 1998) i W życiu na niby (Wrocław 2006). Wersze jego znajdują się w licznych almanachach i antologiach, m. in. w Gdzieś w nas (Warszawa 1988), Wtedy i teraz (Wrocław 1994), Imiona istnienia (Wrocław 1997), Uwikłania (Wrocław 1999), Horyzonty słowa (Warszawa 2004).

Publikował m. in. Odrze, Odgłosach, Okolicach, Poezji, Kulturze, Kulturze Dolnośląskiej oraz Roczniku Tatarów Polskich. Jest laureatem wielu konkursów poetyckich. Używał nazwisk Islam Musa Nasielski i Islam Musa Czachorowski.

Wiersze dla Irvinasa

Pochowaj mnie w stepie wnuku
wśród tatarskich koni
z ich dumnymi niegdyś grzywami i ogonami
o twardych jak głazy kopytach
tam gdzie kolejną wiosną
tabuny ruszają na świeże pastwiska
abym mógł bezustannie wędrować

wciąż mi mało tego stepu
moje serce pozostaw w Solecznikach
i zakop pod krzakiem oblepichy
pokaże ci go twój tata
a twoja mama zrobi dla ciebie
dżem z jej owoców
posiądziesz wtedy całą moja tęsknotę i pamięć
bo niczego więcej
już nie posiadam

09.02.2006

* * *

Zauroczył mnie niegdyś ten kraj
Chociaż znałem tylko jego miękkie imię
Lietuva
Wymawiałem je szeptem
Z wypiekami na twarzy
Jakbym przyzywał daleką wymarzoną kochankę
Albo zwierzał się przyjacielowi
Mówiłem sveika Svaja! sveika Gabija!
Wołałem Vytautai! Briedi!
I smakowały te imiona
Niczym starodawne pogańskie zaklęcia
Rzucone w rozgwieżdżone niebo
A kiedy wsłuchiwałem się w ciemność
Odpowiadała mi sena daina
Wyuczyłem się jej
Na pamięć
Któregoś dnia wnuku
Ta ziemia wyjdzie ci naprzeciw
Spojrzysz na nią z Wieży Giedymina
Zadumasz się w Ostrej Bramie
I weźmiesz w palce na tatarskim mizarze
Ziemia dobrych ludzi
O różnych językach a jednym sercu
Jeżeli cokolwiek z tego zrozumiesz
Wtedy wszystko to
Będzie twoje

10.02.2006

* * *

Chodziłem kiedyś brzegiem zmęczonego morza
i czułem we włosach jego powolny oddech
Wiele razy zasypiałem w lesie
przysypany igliwiem niczym uschły patyk
Byłem w kilku dużych miastach
jeździłem metrem latałem nawet samolotem
Jadałem na półmiskach z miśnieńskiej porcelany
a czasem piłem wodę z aluminiowego kubka
Spoglądałem w gorące twarze kobiet
rozjaśnione smakiem szybkich pocałunków
w zdyszanym zapachu naszych zręcznych dłoni
i jedno ci tylko wnuku powiem
Nigdy jeszcze nie widziałem
takiego bezmiaru najsłodszej czułości
co w patrzących na ciebie oczach twojej mamy
czarnowłosej
smagłolicej
prawdziwej księżniczki
najdalszego tatarskiego stepu

07.04.2006

Dobry sufi

Dobry sufi: jak dobrze to brzmi,
jak miękko się wymawia.
Moje oczy otwierają się na tę miękkość,
moje serce otwiera się na tę dobroć.
Jest w tych słowach ciepło,
ciepło twojego oddechu,
unoszące się w jakąkolwiek stronę.
On jest bowiem wszędzie,
i tylko nasza dobroć
i nasze ciepło, miękkość naszych serc,
otwierają nam drogę do Niego

30.08.2003

Mój koń
Wujkowi Amirowi Gismatullinowi


Czasem śnią mi się konie
tabun splątanych grzyw i kopyt
Rozhukane prężą mocne grzbiety
w oczekiwaniu na ciężar jeźdźca
i niepohamowany pęd Ich oczy
wypełnia dal Napinają się
ścięgna i mięśnie Drży
tratowana ziemia
niepokój ogarnia także ludzi
siedzących jeszcze nieruchomo przy ogniskach
wokół nich rozlewa się z wolna
wieczorna mgła Przynosi ze sobą
zapach dojrzewającej krwi
i ostry lot strzał
Budzi mnie nagły krzyk
Gdzie moja szabla
mój koń

29.09.2002

* * *

Już od dawna nic mi się nie śni
jeszcze tylko czasem
konie ocierają się o świt
przynosząc na swych grzbietach
daleki oddech stepów
i wplątany w grzywy wiatr

Miękkimi chrapami dotykają lekko
moich zdrętwiałych rąk
czuję ukryte w nich światło
łagodną grę mięśni

I tak płyną przeze mnie
w przestrzeni bez dna
coraz szybciej i szybciej

I coraz ich mniej

28.04.1989

Tylko

Coraz częściej powracam na płowoskóry step
gdzie w zakolu rzeki
rozkładają się białe skrzydła jurt
Tam jest początek wszystkiego

Widzę chłopca śpiącego w trawie
gniada kobyła wuja Nastka
niesie go łąką
między cmentarzem a strugą

Daleko stąd do ciepłego domu
wołanie na obiad
unosi się w powietrzu i blednie
nic tu nie słychać

Chłopiec śni łąkę i konia
jedzie gdzieś wedle strugi
i nie wie nawet jak bardzo się postarzał
on i dom i ten koń

Nie ma właściwie dokąd jechać
wszystko jest tak odległe
że nic już nie słychać
Tylko jeszcze ten step

22.12.2002